Informacje o Nas, naszych problemach i radościach
Kategorie: Wszystkie | Blox | Komunikacja | Moje sprawy.. | O Głuchych | YouTube | Z cyklu rozmów
RSS

Moje sprawy..

wtorek, 25 października 2011

I oczywiście zapomnijcie o trzymaniu kciuka za...

egzamin na SJM!

Ludzie już coraz większą mają świadomość, że JEST różnica między SJM i PJM. Wiedzą, że GŁUSI używają PJM. Że GÓWNIANA będzie komunikacja między użytkownikiem SJM a użytkownikiem PJM. BO WTEDY jedna strona musi się dostosować do drugiej. Tutaj nie będę liczyć, kto częściej się dostosowuje. 

A JEDNAK piszą do mnie, do innych Głuchych "Trzymajta kciuki, idę na egzamin z SJM, hurra"

Z czego się cieszycie?

Bo papierek? Bo surdopedagogika? Jesu!

I tak oto toczy się koło... przychodzi nowiutki nauczyciel, pełen zapału, chętny uczyć (NAUCZAĆ) dzieci głuche, GŁuchych, Głuche, Głuchych rodziców. I kurwa... pieprzy do nich w SJM, i potem się dziwi, że dzieci nic nie rozumieją. Co, dzieci takie głupie... takie niereformowalne? Och, och. Taa.. zwalają winę na dzieci, na rodziców, którzy źle je przygotowali, na wszystkich dookoła, a nie NA SIEBIE. Na to, że polegał na SJM (bo przecież i tak mnie rozumieją moi znajomi! bo oni się cieszą, że migam!)

No no, dużo ludzi (ja teŻ) się cieszy, że słyszący się uczą migać. Wrażenie mam wtedy, że im ZALEŻY, że chcą do nas się przyłączyć. I wtedy, aby im pomóc, mówię o SJM i PJM. I tu się ujawniają motywy/motywacje nauki SJM. Och. Jak się dowiaduję, że uczą się SJM, żeby potem uczyć dzieci, i nawet kręcą klipy na YT z piosenkami, tekstami, opowiadaniami, wiecznie w SJM... naprawdę, ręce opadają... Śmiałam się dawniej z głupoty takich ludzi, którzy nic nie wiedzą. A teraz strach mnie bierze, tak dużo dużo dużo tych ludzi, tych klipów, tych opinii... Zalewają nas!!! Topią!!!

Aaaa, oczywiście, oczywiście, mnóstwo jest osób z wadą narzadu słuchu, którzy rozumieją, stosują (i nawet, o matko, LUBIĄ) SJM. Jednak naprawdę się staram powstrzymać od oceny - dlaczego tak? Staram się nie pisać "przeprali im mózgi, że SJM cudowny, bo lepszy, bo nauczy głuchych gramatyki polskiej, i tak dalej". Czy chociaż ktoś, jedna osoba niech będzie, znalazł i przedstawił WYNIKI BADAŃ nad skutecznością SJM w nauczaniu GŁuchych?

Nie.. Nie będę gratulować, nie będę trzymać kciuki... za pójście na kurs, za zdanie egzaminu, za nauczenie się SJM. NIGDY. Wstyd mi, że wcześniej byłam miła...

Efekty są porażające. Głusi są głupsi, bo nie rozumieli nauczycieli, którzy migali SJM. Nie rozumieli więc i lekcji. W lepszej sytuacji są ludzie z internatu, bo pani wychowawczyni im wytłumaczy. Ale!! Z katalogu szkół (4 kroki, idźcie tam, i se obejrzyjcie) wynika, że w niektórych szkołach w internatach wychowawczyni wręcz za nich piszą prace domowe! I głusi robią się jeszcze głupsi. I robią się cwaniakowaci "Proszę pani, pani mi zrobi to i to, bo ja biedny głuchy nie rozumiem"

Nie wiem, chyba jednak był lepszy oralizm? Przynajmniej nie pieprzył w naszym języku?!

A tak, to ja teraz niestety migam hybrydą. Rozumiem wszystko - od SJM przez hybrydy po PJM. Kurde, czczę wręcz osoby, które migają PJM a rozumieją polski (bogami są dla mnie ci, którzy oprócz stosowania pięknego PJM znają/piszą perfekt polski)

Moja córka jest głucha, i na 100% nie poślę jej tam, gdzie jest przewaga nauczycieli z SJM. Oralistów. Czy do szkoły integracyjnej (mieszanina niepełnosprawnych) - NEVER (co innego, jak chodzi o integracyjną -> CODA z głuchymi).  

21:01, w-swiecie-gluchych , Moje sprawy..
Link Komentarze (15) »
czwartek, 14 kwietnia 2011

Hehe, jak sobie podczytuję, chichrając, tą stronkę, to przyszły mi dwie myśli (tak, tylko dwie, bo idę spać):

1. Mała nigdy mi nie narobi wiochy tekstami, bo tylko ja, i inni migający ją zrozumieją (chociaż tak naprawdę, często się zdarza, że tylko ja rozumiem, co Mała miga x;P)

2. Ludzie naprawdę nie potrafią uważać na to, co mówią przy dziecku. Ja to mam komfort, że nie kłamię, i niczego nie udaję, więc nie będę się bała, że Mała zdradzi jakieś kłamstwo. Do tego, żeby mnie rozumieć(odebrać) trzeba na moje ręce patrzeć, a jak ja migam do kogoś ponad głową Małej, to ona za nic tego nie wyłapie.

Plusy są x:)

Dobranoc.

21:49, w-swiecie-gluchych , Moje sprawy..
Link Dodaj komentarz »
piątek, 26 marca 2010

Źródło. Cytat:

"W Kajetanach pod Warszawą powstanie Światowe Centrum Leczenia Częściowej Głuchoty (World Partial Deafness Center). Znaczna jego część powinna być oddana do użytku w połowie 2011 roku"

Mam wielką nadzieję, że z niego skorzystają tylko osoby, które późno utraciły słuch, albo osoby głuche, które same podjęły taką decyzję - czyli dorosłe, świadome konsekwencji i gotowe do rehabilitacji, a nie po prostu biorące gratisowy implant, wart kilkadziesiąt (może i więcej) PŁATNYCH aparatów słuchowych, pod hasłem "Dają, to bierzemy"

Jednak wiem, że to utopia.

Co krok spotykam się z pytaniem: Dlaczego Pani nie wszczepi implantu swojemu (teraz 9miesięcznemu) dziecku? Czy Pani chce, żeby dziecko było nieszczęśliwe? Czy Pani chce, żeby dziecko miało potem żal do Pani, że nie pomogła mu otworzyć się na świat dźwięków, nauczyć słyszeć i mówić?" Próbują mną manipulować i wywierać presję. Ale oczywiście się nie dam, i nie będę się wstydzić tego, że jestem Głucha. I że kocham mój świat Głuchych.

07:09, w-swiecie-gluchych , Moje sprawy..
Link Komentarze (9) »

Wywiad tutaj

Czy to nie wspaniale, że pani Olga Bończyk mówi, że:

"wiele osób niesłyszących nie zna świata dźwięków, więc gdy mają swoje dzieci, nie zdają sobie sprawy, co ich dzieci mogą stracić i co tracą: nie słuchając radia, muzyki, nie czytając książek..."

"Gdybyśmy z bratem byli zamknięci w świecie ludzi takich jak mój [głuchoniemy] tato, to obawiam się, że dorastanie i poznawanie świata dźwięków byłoby trudniejsze"

"Bo trudno jest dorastać w rodzinach, w których oboje rodzice nie słyszą. Najczęściej tacy rodzice są gorzej wykształceni, na co dzień niewiele czytają, a ich wiedza na temat dzisiejszego świata, kultury, polityki jest minimalna."

"Dlatego ideałem są powstające przedszkola czy szkoły integracyjne. W moim przekonaniu to najlepsza szkoła tolerancji i uczenia się, że bycie innym nie oznacza - gorszym."

"To ludzie [głusi], którym trzeba pomóc otworzyć świat dźwięków i pozwolić im z niego korzystać."

"Bo przecież, gdy kończą się lekcje i wracają do domu, to zastają w nim absolutną ciszę, ciszę, która nie tylko boli, ale i ciszę, która zubaża [słyszące] dzieci, która pozbawia ich wszystkich mądrości i dóbr tego świata."

Super, brawo, jeszcze dalej takiego rozsiewania mądrości, pani Olgo.

 

Chociaż z drugiej strony, wstyd mi za rodziców Olgi:

"Jak w każdym domu my też mieliśmy telewizor, ale rodzice nie mogli z niego korzystać w pełni. Nie słyszeli dźwięku, a obraz niewiele im mówił. Dlatego ja i mój brat tłumaczyliśmy symultanicznie rodzicom filmy, dziennik telewizyjny, różne programy - żeby mogli je zrozumieć. W życiu codziennym załatwialiśmy razem z rodzicami wszystkie sprawy biurowe, urzędowe. Pamiętam, że jeszcze jako malutka dziewczynka byłam zabierana przez nich do lekarzy, do urzędów, by być ich tłumaczem. Uczestniczyłam w świecie, który nie dotyczy dziecka: niewiele rozumiałam z tego, o czym mówili dorośli.

Spadła na Panią, na małe jeszcze dziecko, wielka odpowiedzialność.

Niestety, tak. Bo to, co rodzice zrozumieli ze spotkania z urzędnikiem i czy sprawę udało się pomyślnie załatwić, zależało przecież w dużej mierze ode mnie. Przejmowałam się tym tak samo jak rodzice, a czasem nawet czułam się winna, że jakiejś ważnej sprawy załatwić się nie udało. Rola tłumacza przypadała również w innych sferach życia. Na przykład, kiedy przychodziła do nas sąsiadka, to ja musiałam tłumaczyć mamie, co ona mówi... Przeszłam szybki kurs dorastania."

Jak mogli wykorzystywać tak dzieci? Po to ich płodzili??

07:00, w-swiecie-gluchych , Moje sprawy..
Link Komentarze (5) »
piątek, 11 grudnia 2009

Z ciekawości przeszukuję Sieć w poszukiwaniu artykułów o Nas. Łatwiej znaleźć informacje, jeśli to dotyczy "głuchoniemych" (w przeciwieństwie do "głusi" czy "niesłyszący").

No i znalazłam istną perełkę - TUTAJ

Poród głuchoniemej

Proszę mi powiedzieć, jak wygląda poród kobiety głuchoniemej? Czy personel (położna, lekarz) będą w stanie zrozumieć wszystkie znaki dawane przez rodzącą? Nie mogę znaleźć żadnej literatury na ten temat, jak wygląda komunikowanie się lekarza z głuchoniemą?

Kontaktowanie się pacjentki z niedosłuchem z personelem medycznym podczas porodu wygląda tak, jak kontaktowanie się w innych sytuacjach. Może ta osoba czyta z ruchu ust, może ktoś z personelu zna język migowy, zawsze można pokazać, o co komu chodzi albo napisać coś na kartce. Już chyba we wszystkich szpitalach można rodzić z osobą bliską, to też może pomóc w kontakcie. Z własnego doświadczenia wiem, że czasami lepsza współpraca podczas porodu jest z osobą z niedosłuchem niż z osobą słyszącą i mówiącą, która zachowuje się w sposób histeryczny i niegodny przyszłej matki.

Odpowiedź udzieliła:

Barbara Grzechocińska

Ginekolog - położnik

Adiunkt I Katedry i Kliniki Położnictwa i Ginekologii Akademii Medycznej w Warszawie. Przyjmuje prywatnie w gabinecie w Warszawie na ul. Krasińskiego 16 m 50 (zapisy od poniedziałku do czwartku w godz. 17-19).

--

Cóż, wcale to nie wyglądało tak różowo, jak ta lekarka to przedstawiła. Sama rodziłam prawie pół roku temu. Jak tylko się zaczęło, bóle nie pozwalały racjonalnie myśleć, pisać na kartce, a co dopiero starać się mówić wyraźnie czy czytać z ust.

Wykluczone, żeby poród się odbywał bez bliskiej osoby, która potrafiłaby tłumaczyć z polskiego na migowy i odwrotnie. Problem w tym też, że PJM (tak samo jak SJM) nie ma znaków, które są w polskim, typu znieczulenie, CC, nazwy zastrzyków czy leków, ewentualnie pojęcia dotyczące zagrożonej ciąży, uwagi czy alarmy.

Miałam to szczęście, że mój poród przebiegł bez komplikacji.

Poza tym, może to mój pech, ale miałam lekarza, który za mocno przywiązał mnie w łóżku do KTG, co mnie niesamowicie wnerwiało, uwierało, i w ogóle czułam ogromny dyskomfort. Toteż sypałam przekleństwami. Cóż.

Ale krzyczeć, to nie krzyczałam, tylko rzucałam się po łóżku, próbowałam zmienić pozycję z leżącej (na plecach) na pozycję na pieska, czułam, że tak byłoby mi wygodniej rodzić. Zatrzymano mnie, przewrócono z powrotem na plecy i rusz tyłek.

No i szybko poszło, chociaż odczuwałam ogromny dyskomfort.

Jeszcze będę rozmawiać z głuchymi kobietami o ich porodzie, zobaczymy, czy naprawdę jest tak różowo x:>

16:56, w-swiecie-gluchych , Moje sprawy..
Link Komentarze (2) »
niedziela, 06 grudnia 2009

Teraz mi przyszło do głowy...

Dużo ankiet w życiu wypełniłam. Cóż, lubię ankiety x;)

Zawodowe, dotyczące szkoły, mojej osoby, moich zainteresowań itd.

Jednak pamiętam taką jedną, co mi zabiła ćwieka.

Dotyczyła relacji interpersonalnych...

Czy jestem osobą towarzyską, czy nie.

Pytanie:

1. Czy lubi pani przebywać z ludźmi?

Tak

Nie

Nie mam zdania.

Ale przecież ja nie wiem, o jakich ludzi chodzi. Czy słyszących? Wtedy NIE. Czy głuchych? wtedy TAK.

2. Czy ma pani bliskich kolegów?

Podobnie. Słyszących NIE, głuchych TAK.

I tak dalej.

Więc kim jestem? Jaka jestem? Jakie są moje relacje z ludźmi?

Towarzyska czy odludek?

Więc przestańcie może gadać o integracji, bo to wprowadza zamęt w ankietach, ha ha x;)

16:06, w-swiecie-gluchych , Moje sprawy..
Link Komentarze (5) »
środa, 26 sierpnia 2009

Zakończyliśmy testy firmy SONO istniejącej w Warszawie.

Według oficjalnej strony SONO w Warszawie są cztery placówki.

Zaczęliśmy od tej na Banacha, bo do niej mieliśmy najbliżej.

I co się okazało? Że tam jest inna firma - Medicus. A gdzie SONO? I dlaczego na stronie widnieje nieaktualny adres?

Odsyłali mnie tam do SONO na Foksal.

No dobra, jedziemy do tej na Puławskiej, bo stąd mamy bezpośredni autobus. Foksal potem, potem.

PUŁAWSKA 24

Na Puławskiej tylko jeden facet. Młody. Który chyba zapomniał, jak się uśmiecha. Gdy się zorientował, że ja nie polegam na słuchu, zwracał się głównie do mojego narzeczonego. Nieładnie, Panie, nieładnie.

Nawet się nie przedstawił x:P

Badanie słuchu - tylko z dużymi słuchawkami (przewodnictwo powietrzne). Nie korzystał ze słuchawek do badania przewodnictwa kostnego, dziwnie!

No i się okazało, że baaardzo mi spadł słuch, definitywnie mam już tylko resztki słuchowe.Wiele dźwięków "czułam" na uchu, ale nie docierały do środka. A wysokie dźwięki, których nie słyszałam, odbierałam jako też kłujące... Ooops.

Facet mówi, jest aparat dla mnie. Siadam, przymiarki robimy. Ani razu nie powiedział (tak jak powinno), że powinnam się przyzwyczajać do aparatu 2 tygodnie. Że można na raty brać. Że są refundacje (chociaż informacja o refundacji z NFZ i PCPR widniała na witrydnie). Za to powiedział o fundacji Polsatu, która mogłaby pokrywać część kosztów. Zapytał się mnie, do jakiej szkoły chodziłam. Jak odpowiedziałam, powiedział, że jest duża szansa.

Niestety, miał na stanie tylko jeden aparat do mojego ubytku. Zaprosił mnie nazajutrz, to będzie miał drugi, i sprawdzimy.

Przyszliśmy. Przymierzam. Oooch, ten facet ma strasznie "drapiący" głos. A gdy mój narzeczony też coś mówił - oooch, ale słodki głos, gładki i miły. Pierwszy raz w życiu w końcu go usłyszałam x:) A Mała wtedy spała, czy też była grzeczna i nie krzyczała.

Jeszcze jedno - ten facet wydawał się niedowierzający, gdy powiedziałam, że go słyszę, ale nie rozumiem. Próbował chyba innych ustawień. Miał naprawdę zdezorientowaną minę, gdy powiedziałam, że nigdy nie rozumiałam ze słuchu. Jak dodałam, że chcę aparat tylko do muzyki, to chyba w końcu wyluzował. Ciężko powiedzieć, miał, jak jeden z wielu słyszących, martwą twarz.

Pożegnaliśmy się, wykręciłam się od konkretów twierdząc, że muszę najpierw obadać tą fundację Polsat.

Bardzo mnie głowa bolała... wiadomo, 7 lat nie miałam na uchu aparatu...

FOKSAL 16

Co, trzeba umówić się na wizytę? Eee.. następny dzień!

I jesteśmy. Babka umiała migać! Ale miała wielki dekolt (błąd), który mnie rozpraszał, gdy do mnie mówiła/migała. A do R. mówiła, często nawet nie utrzymując kontaktu wzrokowego (błąd!).

Znowu badanie słuchu, tym razem pomijałam dźwięki, które "czułam", ale nie "słyszałam". Ooch, jeszcze gorszy audiogram. I znowu bez badania przewodnictwa kostnego.

I ta babka powiedziała, że dla mnie tylko IMPLANT. Wzdrygnęłam się, i NIE NIE NIE. Ona mi go doradzała, jako pierwszego argumentu użyła "ZA DARMO - NFZ W CAŁOŚCI POKRYWA!" Potem dodała mimochodem, że koszty to tylko baterie, które często trzeba wymieniać. Za bardzo na implant naciskała, nie zważając na moje protesty (błąd)

W końcu po paru minutach powiedziała "Spróbujmy, może będą dobre aparaty dla Ciebie". Przymierzałam dwa. I co, nawet były za głosne. To o co chodzi? Wolę aparaty!

Na szczęście, Mała wtedy zaczęła kwilić, i testowaliśmy słuch (bez patrzenia na Nią). Spoko, słyszałam ją i odróżniałam jej dźwięki od innych.

SZASERÓW 28

Lipny adres? Szaserów 28, a znaleźliśmy tylko ulice do numeru 14, i od 36. Pomiędzy tymi numerami tylko krzaki, drzewa, jakaś żwirowa dróżka. R. tam zajrzał, i też nigdzie nie ma. Pytał okolicznych mieszkańców - nic nie wiedzą o salonie protetycznym.

Znów na BANACHA - Medicus.

Tylko R. tam był i obadał od wewnątrz.

Pełen profesjonalizm - bardzo wyraźnie mówią, wolno, zwracając się wprost do niego .

Lokal czyściutki, pełno folderów pod ręką.

Badanie słuchu bardzo zaawansowane, z testowaniem słuchu z szumem, z rozumieniem słów (liczby, i pojedyńcze słowa). Profesjonalny raport.

Długie rozmowy, dokładne wypytywanie.

Ale - wymagane skierowanie na aparaty - to wtedy zaczną mu dopasowywać. Czy to nie przesada? Nie wiem, ale R. był zachwycony poziomem Medicus w porównaniu z SONO.

 

Jednak według ankiety audytu - zabrakło pytań o prowadzący tryb życia, aktywności. Przecież też na jego podstawie trzeba dobrać aparaty...

08:02, w-swiecie-gluchych , Moje sprawy..
Link Komentarze (2) »
czwartek, 23 lipca 2009

.. niedługo być może staniemy przed Urzędnikiem..

Może odebrać od Nas przysięgę o treści:

zaczyna Pan Młody:

"Świadomy praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny, uroczyście oświadczam, że wstępuję w związek małżeński z (...imię Panny Młodej) i przyrzekam, że uczynię wszystko aby nasze małżeństwo, było zgodne, szczęśliwe i trwałe."

Następnie te same słowa powtarza Pani Młoda...

Inną sprawą jest to, że przysięga jest bezsensowna, i że chcę po swojemu.

Chodzi o to, że jak mamy to zamigać? Czy będzie można urzędnikowi migać? Czy trzeba tłumacza? Nie chcę mówić do urzędnika, bez sensu, to nie mój język, ten foniczny x:/

Druga sprawa - mój narzeczony woli mówić do słyszących, nawet do słabosłyszących. Do Głuchych oczywiście miga. Więc nie wiem, czy na miejscu on tą przysięge ma migać czy mówić? W ogóle do kogo jest skierowana? Do osoby, z którą się bierze ślub, czy do urzędnika?... Bo do mnie się miga x;)

A wracając do sprawy tłumacza - czytelnicy bloga mogli już dawno się przekonać, że nie pałam chęcią brania tłumaczy do różnych spraw. Obejdę się! A tłumacz na ślubie tylko by zakłócał ceremonię, przerywał, po prostu PRZESZKADZAŁ. Jednak jeśli wyjdzie tak, że będę musiała wziąć tłumacza, wzięłabym pewnie siostrę. Tylko nie wiem, czy tak można? Skoro ślub cywilny jest aktem prawnym, to mogą wymagać tłumacza przysięgłego...

Ehh.. a wszystko się wyjaśni, jak tylko pojadę do tego cholernego UCS i się dowiem. Nie znam bowiem żadnej pary, która nie wzięła ślubu tylko cywilnego, wiecznie kościelny czy konkordatowy.

Ten problem mi uświadomił Ben-oni na tym blogu...

10:18, w-swiecie-gluchych , Moje sprawy..
Link Komentarze (14) »
sobota, 28 marca 2009

Spóźniłam się 20 minut, mimo, że miałam być 20 min za wcześnie. Cholerny tramwaj 10, w ogóle nie nadjeżdzał, musiałam kombinować z przesiadkami... Jak znalazłam inną przesiadkę, to i tak długo musiałam czekać na odpowiedni autobus... Ehh...

Weszłam do szkoły, i zdziwiłam się, że tylko (aż?) 3 kobietki i 1 facet było obecnych. Spytałam się, czy ktoś przyjdzie - nie wiadomo. W końcu nikt więcej nie przyszedł.

Zapadła niezręczna sytuacja, organizatorki nie wiedziały, czy zacząć spotkanie, palnąć mówkę, czy cokolwiek tam zaplanowały na początek. Ja zaczęłam od wypytywania tego faceta, kim jest, itd., bo go w ogóle nie znałam. A ten rzucał różnymi nazwiskami, z podawaniem miejsc w Warszawie, gdzie mieszkają itd, no i wieku. W ogóle nie kojarzyłam tych ludzi, o ponad dekadę starszych ode mnie.

(Tak, muszę nadrobić zaległości w tej kwestii - znam ludzi bliżej mojego wieku i młodszych.. a 'starsi' też cenni, ze względu na doświadczenia. Choć i z drugiej strony upierdliwie nieświadomi niczego o KG i PJM)

Facet mnie "znał" z internetu, coś takiego. Siedział parę(naście?) lat w USA i widział mnie na Video. He he, jestem znana nawet za oceanem x;)

Jak zwykle byłam gwiazdą tego spotkania, gadałam gadałam gadałam. A gdy przystąpiliśmy do właściwego celu spotkania, to jest wyznaczenia wytycznych dla uczniów i nauczycieli OSWG, prawie wyłączne ja wypełniałam wielkie kartki z punktami odpowiadającymi na pytania coś w stylu:

1. Co dla uczniów OSWG, żeby było lepiej?

2. Co dla nauczycieli OSWG, aby lepiej przygotować uczniów do życia?

3. Propozycje tematu następnego spotkania.

4. Gry i zabawy dobre dla Głuchych

(jak zwykle nie mam pamięci do dokładnych punktów x:()

Wstępnie ustalono 23 maja od 14, ja wyznaczyłam tematy dla wszystkich obecnych. Będzie ciekawie, jeśli wszystkie będą poruszane na miejscu... 

I jak zwykle było zabawnie, świńsko, tematy seksu, macierzyństwa, ciąży, porodu, PJM, świadomości Głuchych. Po jakiejś godzinie stwierdziłam, że nie wiem, jak ma na imię facet. Oooops, powiedziała organizatorka, i się przedstawiliśmy wszyscy po imieniu. 

Aha, to Artur x;) Resztę bowiem znałam x:D Ciekawie się z nim dyskutowało o PJM, chociaż nie podobało mi się, gdy ten powiedział, że trzeba połączyć PJM i SJM (wiedziałam, o czym mówi, ale ja nie potrafiłam znaleźć spokojnego argumentu za czystością PJM). Powoływał się na znajomość od dzieciństwa z dr Piotrem Tomaszewskim.

Hmm.. trochę byłam agresywna, narzucałam swoje zdanie, ale po chwili probowałam się wycofywać i prosiłam towarzystwo, aby sami się wypowiadali. A ci się na mnie patrzyli i czekali, co powiem.. he he x;P

Tak gadając minęły 3 godziny - dobijała 21! Więc szybko się zakończyliśmy spotkanie, sprzątanie wielkiej sali, ja wrzuciłam do torby ciasteczka, i fiuu, za bramy!

Mam nadzieję, że na kolejne spotkanie przyjdzie więcej osób, niekoniecznie tylko absolwentów OSWG. Bo tematy, które wymyśliliśmy (no raczej ja, ale reszta się zgodziła), będą ciekawe x:D

01:26, w-swiecie-gluchych , Moje sprawy..
Link Komentarze (3) »
wtorek, 24 marca 2009

Tak, tak, mam mocne postanowienie!

Nie, nie jestem pijana, czy senna (jest tuż po północy). Jestem po rozmowie z dr Tomkiem Piekot i BARDZO CHCĘ na poważnie zabrać się do badania nad PJM i KG.

Naprawdę, za mało ludzi Głuchych wie o swoim języku, o swojej KG, a już maleńka garsteczka (raptem kilkanaście osób) bada Nasz własny język. 

Więc, jak urodzę dzidzię, chcę przenieść się do Wrocławia (albo zostać w Warszawie?) na studia językoznawcze, polonistyka, a potem doktorat, i chcę dogłębnie zbadać PJM. Chcę być tak znana, jak Szczepankowski, tylko z pozytywnej strony, oczywiście. Chcę być w podręcznikach. Chcę być w mediach. Chcę, żeby wszyscy wiedzieli, co to jest PJM, jaka jest różnica między PJM i SJM. Chcę, żeby wszędzie były lektoraty PJM. Chcę, żeby już w przedszkolach uczono wszędzie PJM i o KG, w podstawówkach, gimnazjach. Chcę, żeby wszyscy na ulicy mogli się porozumieć w PJM albo choćby wiedzieć, że 

NIE JESTEŚMY CHORZY

NIE JESTEŚMY NIEPEŁNOSPRAWNI

NIE JESTEŚMY NIEMI!

Może ta moja motywacja do tych badań nad PJM i KG jest śmieszna (popularność), ale przecież jest druga strona tego medalu. Ja naprawdę się na to napaliłam, naprawdę chcę, żeby wszyscy wiedzieli, jacy jesteśmy wyjątkowi, i jak Wy Nas skrzywdziliście. I że jesteśmy mimo to (a może dzięki temu?) SILNIEJSI.

Przypominacie sobie?

Dekalog Głuchego Polaka? < zajrzyjcie tu <

Dr Piekot napisał wspaniały artykuł do Biuletynu Festiwalu Nauki. Jak zostanie rozpowszechniony, opublikuję również tutaj.

Oby NAS było więcej w mediach niż Skarżyński, Szczepankowski, czy poplecznicy SJM.

I to będzie utopią, jeśli SIĘ NIE ZABIERZEMY DO ROBOTY!!!

 

Taak.. to była naprawdę inspirująca rozmowa, czy ja dziś zasnę? x;) Dziękuję, Tomku!

00:12, w-swiecie-gluchych , Moje sprawy..
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2 , 3

[Księga gości]

statystyka Serial internetowy dla głuchych ZOBACZYĆ CISZĘ
=\